TULKA.PL Blog podróżniczy No 260730
Stralsund na weekend ze Szczecina
- Skąd
- Szczecin
- Ile
- 600-840 zł
- Dokąd
- Stralsund
- Kiedy
- 24-26 lipca 2026
Trzy godziny pociągiem ze Szczecina jest hanzeatyckie miasto z czerwonej cegły, otoczone wodą, z portem, żaglowcem i mostem na Rugię. Weekend w Stralsundzie i jeden dzień na białych klifach.
Dobre podróże
zawsze się opłacają

Plan wyjazdu
No 260730- Wieża kościoła Do punktu: Wieża kościoła
- Port Do punktu: Port
- Wieczór nad wodą Do punktu: Wieczór nad wodą
W pociągu do Stralsundu siedziało ze mną trzech rowerzystów w kaskach, rodzina z dmuchanym krokodylem i pani, która dziergała sweter od Pasewalku do samego końca. Lipiec, piątek rano, regionalny pociąg przez płaskie pola Pomorza Przedniego, gdzie wszystko jest zielone, żółte i niebieskie. Przesiadka, potem kolejny pociąg, jeszcze więcej pól i nagle woda z dwóch stron torów. Stralsund.
Znajomi pytali, czemu Stralsund, a nie Berlin albo Hamburg. Bo jest blisko, bo nikt tam nie jeździ i bo widziałam kiedyś zdjęcie jego ratusza z fasadą, która wygląda jak koronka z cegły. To wystarczyło.
Miasto na wyspie
Stare miasto Stralsundu leży na wyspie. Z jednej strony morze, a dokładniej cieśnina oddzielająca stały ląd od Rugii, z pozostałych stawy, które kiedyś były częścią umocnień. Do centrum wchodzi się przez groble i mosty. Całość jest mała, da się ją obejść w godzinę, a razem ze starym miastem Wismaru wpisano ją na listę światowego dziedzictwa.
Wszystko jest z czerwonej cegły. Kościoły ogromne, jak na tak małe miasto, kamienice kupców z wysokimi szczytami, ratusz z fasadą, za którą właściwie nic nie ma, bo to ściana pokazowa z otworami na niebo. Hanza, czyli związek handlowych miast nad Bałtykiem, zostawiła tu po sobie bogactwo, które widać do dziś, i dumę, którą też widać.
Pierwsze popołudnie spędziłam po prostu na chodzeniu. Wąskie uliczki między kamienicami, podwórka z różami pnącymi się po ścianach, małe sklepy z ceramiką i mapami, ławki nad stawami, na których starsze panie karmiły kaczki. W pierwszej kamienicy przy rynku działa informacja turystyczna i tam dostałam pieczątkę do zeszytu. Pani przy ladzie zapytała, skąd jestem, i ucieszyła się, że ze Szczecina, bo jej babcia urodziła się gdzieś pod Szczecinem. Takie rozmowy w tej części Niemiec zdarzają się częściej, niż myślałam.
Ja wiem o Hanzie tyle, ile pamiętam z liceum i z jednej instrukcji obsługi suwnicy portowej, którą tłumaczyłam kiedyś z historycznym wstępem. Wystarczyło, żeby rozumieć, na co patrzę.
Plan na trzy punkty
Wieża kościoła
Jeden z kościołów na starym mieście ma wysoką wieżę, na którą można wejść. Schodów jest dużo i są wąskie, ostatnie kawałki to drewniane drabinki. Na górze wiało tak, że trzymałam się barierki obiema rękami. Ale widok wynagradza wszystko: czerwone dachy, stawy, port, długi most na Rugię i Bałtyk aż po horyzont. Weszłam w niedzielę rano, zaraz po otwarciu, kiedy było jeszcze chłodno i nie było kolejki. To był dobry pomysł na ostatni dzień: z góry zobaczyłam wszystkie miejsca, po których chodziłam przez weekend.
Port
Port jest przy samym starym mieście. Stoi tam stary żaglowiec szkolny, zamieniony na muzeum, i nowoczesne białe muzeum morskie z akwariami, które z daleka wygląda jak kawałek lodu wyrzucony na brzeg. Do muzeum nie poszłam, bo w lipcowy weekend kolejka była na pół nabrzeża. Za to zjadłam w porcie bułkę z rybą z budki, która była na tyle dobra, że wróciłam po drugą w niedzielę.
Wieczór nad wodą
W piątek wieczorem usiadłam na nabrzeżu z widokiem na Rugię. Za moimi plecami słońce zachodziło za miastem, a ceglane ściany magazynów w porcie robiły się różowe. Statki wycieczkowe wracały do portu, mewy krzyczały. Takie wieczory nie potrzebują planu.

Dzień na Rugii
Rugia to największa niemiecka wyspa, połączona ze Stralsundem mostem i groblą. Bez auta da się na nią dostać pociągiem regionalnym albo autobusem. W sobotę rano pojechałam pociągiem na wschodnie wybrzeże wyspy, do miasteczka, z którego zaczyna się szlak wzdłuż kredowych klifów.
Szlak prowadzi przez buczynę nad samym brzegiem. Co kawałek drzewa się rozstępują i widać białe ściany klifu spadające do morza, a w dole wodę w kolorze, który trudniej opisać, niż sfotografować. Są miejsca, gdzie można zejść schodami na kamienistą plażę i iść dalej dołem. Szłam w sumie kilka godzin i wróciłam z bolącymi łydkami.
Klify są częścią parku narodowego, więc chodzi się tylko wyznaczonymi ścieżkami. Brzegi są niestabilne, co jakiś czas fragmenty klifu odpadają, a przy krawędzi stoją ostrzeżenia. Nie podchodź bliżej, niż pozwala barierka, nawet jeśli zdjęcie wyszłoby lepsze.
Plażę na Rugii też zaliczyłam, na koniec dnia, w miasteczku z długim molo i domami z białymi werandami. Woda w Bałtyku pod koniec lipca była już znośna. Weszłam do pasa, wyszłam szybko i uznałam to za sukces sezonu.
Gdzie spałam i co jadłam
Spałam w małym pensjonacie na starym mieście, w kamienicy z wąskimi schodami i oknem na kościelną wieżę. Bez śniadania, za to z czajnikiem, więc śniadania jadłam w piekarni na rogu: bułki z ziarnami, kawa, ciasto z kruszonką.
Jedzenie w Stralsundzie to przede wszystkim ryba. Bułka ze śledziem, z łososiem albo ze smażoną rybą, sałatka ziemniaczana, zupa rybna. Ceny są niemieckie, ale rozsądne, zwłaszcza w budkach w porcie. Restauracje przy rynku są drogie, więc tak jak w Lipsku, o którym pisałam w pierwszym wpisie na blogu, raz na wyjazd zjadłam porządny obiad, a resztę na szybko.
Dla kogo Stralsund
Dla każdego, kto ma dość tłumów w dużych miastach i chce zobaczyć morze bez jechania nad polskie wybrzeże w sezonie. Ze Szczecina jedzie się krócej niż do Gdańska, bez wczesnego wstawania i bez lotnisk. Stare miasto jest małe, więc dwa dni to wystarczająco dużo, żeby nie biegać, a trzeci dzień można zostawić na Rugię albo na plażę.
Dla kogo nie? Dla tych, którzy szukają życia nocnego. O dziesiątej wieczorem stare miasto zasypia i słychać tylko mewy.
Ile wyszło
Szczecin → Stralsund · 24-26 lipca 2026
- Pociągi regionalne Szczecin - Stralsund i z powrotem, z przesiadką120-180 zł
- Pensjonat na starym mieście, dwie noce280-380 zł
- Jedzenie, w tym trzy bułki z rybą150-200 zł
- Pociąg na Rugię, komunikacja i wejście na wieżę50-80 zł
Razem600-840 zł
Następnym razem przyjadę wiosną albo we wrześniu, żeby zdążyć do muzeum morskiego bez kolejki.