Od razu do biletów

TULKA.PL Blog podróżniczy No 261008

Weekend w mieście

Weekend w Wiedniu jesienią

Skąd
Szczecin
Ile
1000-1440 zł
Dokąd
Wiedeń
Kiedy
2-4 października 2026

Pierwszy weekend października w Wiedniu: kawiarnie, w których kawę podaje się ze szklanką wody na srebrnej tacy, złote liście w pałacowym parku i młode wino w winiarni na skraju miasta. Plan na trzy punkty i rachunek.

Czytaj dalej

Dobre podróże
zawsze się opłacają

WIEDEŃ03 10 2026
Ulica starego Wiednia z jesiennymi drzewami i tramwajem

Plan wyjazdu

No 261008
  1. Ring tramwajem Do punktu: Ring tramwajem
  2. Park przy pałacu Do punktu: Park przy pałacu
  3. Winiarnia na skraju miasta Do punktu: Winiarnia na skraju miasta

Kelner w czarnej kamizelce postawił przede mną małą srebrną tacę. Na niej filiżanka kawy z mlekiem, szklanka wody i łyżeczka ułożona na szklance, a nie na spodku. Nie zapytał, czy coś jeszcze. Odszedł. Przez następne dwie godziny nikt nie przyniósł mi rachunku, nikt nie zabrał pustej filiżanki i nikt nie dał do zrozumienia, że stolik jest potrzebny. W Wiedniu w kawiarni się siedzi. Przyjechałam na weekend, żeby właśnie tego się nauczyć.

Do Wiednia poleciałam z lotniska pod Berlinem, w piątek rano, a wróciłam w niedzielę wieczorem. Ze Szczecina inne drogi są dużo dłuższe.

Kawiarnie

Wiedeńskie kawiarnie to coś więcej niż miejsce na kawę. Tradycja kawiarni jest tu wpisana na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego i to czuć od progu: marmurowe stoliki, krzesła z giętego drewna, gazety na drewnianych uchwytach, kelnerzy, którzy wyglądają, jakby pracowali tu od zawsze. Można zamówić jedną kawę i siedzieć pół dnia, czytając, pisząc albo patrząc w okno.

Kawa ma tu kilkanaście nazw i każda oznacza coś innego. Najbardziej typowa to kawa z mlekiem i pianką, podobna do naszego cappuccino, ale nie do końca. Do kawy zawsze szklanka wody, dolewana bez proszenia. Do tego ciasto: tort czekoladowy z morelową warstwą, strudel jabłkowy albo coś z kremem, które wybieram palcem w gablocie, bo nazwy nie umiem wymówić.

Ceny w kawiarniach są wyższe niż w Polsce, ale za tę cenę płacisz też za miejsce i za czas. Przez weekend byłam w trzech kawiarniach i w każdej spędziłam ponad godzinę. Przy jednej przetłumaczyłam dwie strony zlecenia, które czekało na poniedziałek. Nigdy nie pracowało mi się tak przyjemnie.

Plan na trzy punkty

Ring tramwajem

Wokół starego miasta biegnie szeroki bulwar, na miejscu dawnych murów obronnych. Wzdłuż niego stoją najważniejsze budynki: opera, parlament, ratusz, uniwersytet, muzea, pałac cesarski. Najprościej obejrzeć je wszystkie z okna tramwaju, który jeździ dookoła. Zrobiłam jedno pełne okrążenie w piątek po przyjeździe, siedząc przy oknie, a potem wysiadałam tam, gdzie coś mnie zatrzymało.

Wiedeń jest miastem ogromnych budynków i szerokich ulic. Po kilku godzinach chodzenia czułam się trochę mała, ale też bardzo spokojna. Wszystko jest czyste, punktualne i na swoim miejscu.

W środku pierścienia jest stare miasto z wąskimi uliczkami i katedrą, której dach pokrywają kolorowe dachówki ułożone we wzór. W piątek wieczorem przeszłam przez plac przed katedrą, pełen ludzi, dorożek i ulicznych muzyków, a potem skręciłam w boczną uliczkę i nagle zrobiło się zupełnie cicho. W Wiedniu wystarczy jedna przecznica, żeby zgubić tłum. Wróciłam do hotelu metrem przed jedenastą i czułam się bezpiecznie przez całą drogę.

Park przy pałacu

W sobotę rano pojechałam metrem do letniego pałacu cesarzy na zachodzie miasta. Do samego pałacu są bilety i długie kolejki, ale park dookoła jest otwarty dla wszystkich i za darmo. W październiku to było najpiękniejsze miejsce weekendu: równo przycięte aleje drzew w kolorze złota i rdzy, fontanny, wzgórze z kolumnadą, z którego widać pałac i za nim całe miasto. Weszłam na górę pod kolumnadę i siedziałam tam z kanapką, patrząc, jak pod wiatr fruwają liście.

Winiarnia na skraju miasta

W granicach Wiednia rosną winnice, na zboczach wzgórz na północnym zachodzie. Są tam winiarnie, w których gospodarze podają własne wino przy drewnianych stołach w ogródkach. Jesienią podają też młode wino, jeszcze w trakcie fermentacji, mętne i słodkawe, które pije się tylko przez kilka tygodni w roku.

W sobotę po południu pojechałam tam tramwajem, a potem szłam pod górę między winnicami. Usiadłam w ogródku z widokiem na miasto w dole i zamówiłam szklankę młodego wina i talerz z serem i chlebem. Przy sąsiednich stołach siedzieli głównie wiedeńczycy, rodziny z dziećmi, starsze pary. Słońce zachodziło nad Dunajem. Tego wieczoru nie potrzebowałam niczego więcej.

Wnętrze tradycyjnej wiedeńskiej kawiarni z marmurowymi stolikami
Wnętrze tradycyjnej wiedeńskiej kawiarni z marmurowymi stolikami

Targ i jedzenie

W sobotę rano, przed parkiem, przeszłam przez wielki targ z jedzeniem niedaleko centrum: stragany z warzywami, przyprawami, serami, oliwkami, bary z jedzeniem z całego świata. Na śniadanie zjadłam tam bułkę z serem i kawę, stojąc przy wysokim stoliku. Jedzenie w Wiedniu nie jest tanie, ale na targu i w budkach z kiełbaskami, których jest pełno przy przystankach, da się zjeść szybko i rozsądnie.

Raz zjadłam też obiad w tradycyjnej gospodzie: sznycel cielęcy, cienki, ogromny, wystający poza talerz, z sałatką ziemniaczaną. To była najdroższa pozycja jedzeniowa tego wyjazdu i najbardziej się opłaciła.

Nocleg przy dworcu

Spałam w hotelu tuż przy głównym dworcu kolejowym. Wybrałam go celowo: z dworca jeździ się wszędzie, do lotniska jest bezpośredni pociąg, a ceny były niższe niż przy starym mieście. Czy to był dobry pomysł, i kiedy w ogóle hotel przy dworcu ma sens, opiszę za tydzień, bo to temat na osobny wpis.

Na lotnisko w Wiedniu dojeżdża się pociągiem albo autobusem w kilkanaście, kilkadziesiąt minut. Wracając, zostawiłam sobie tyle samo zapasu, co przy dojeździe na lotnisko w Berlinie, i znów się przydało, bo autokar z Berlina do Szczecina w niedzielę wieczorem stał w korku.

Wiedeń czy Drezno

Kilka tygodni temu byłam w Dreźnie i trudno ich nie porównywać. Oba są barokowe, reprezentacyjne, z rzeką i pałacami. Ale Wiedeń jest dużo większy, bardziej wielkomiejski i bardziej celebrujący codzienność: kawę, ciasto, wino, spacer. Do Drezna jedzie się ze Szczecina pociągiem pięć godzin. Do Wiednia trzeba lecieć. Jeśli masz jeden weekend i ograniczony budżet, Drezno. Jeśli chcesz poczuć, że naprawdę wyjechałaś, Wiedeń.

Ile wyszło

Szczecin → Wiedeń · 2-4 października 2026

  • Autokar Szczecin - lotnisko pod Berlinem i z powrotem80-120 zł
  • Lot do Wiednia w obie strony, tylko mały bagaż300-480 zł
  • Hotel przy głównym dworcu, dwie noce380-520 zł
  • Jedzenie, kawy, ciasta i młode wino200-260 zł
  • Metro, tramwaje i pociąg na lotnisko40-60 zł

Razem1000-1440 zł

No 261008 · na osobę

Następnym razem zostanę dzień dłużej, żeby w kawiarni nie tylko pracować.

Pisze Tulka

Tłumaczka ze Szczecina, bez auta, z plecakiem 20 litrów. Od 2021 roku trzyma się czwartkowej zasady: raz w miesiącu wyjazd, decyzja najpóźniej w czwartek.

Bilet wydany , kierunek Weekend w mieście