TULKA.PL Blog podróżniczy No 260625
Hostel po trzydziestce - czy to jeszcze ma sens
- Skąd
- Szczecin
- Ile
- 660-900 zł
- Dokąd
- Hamburg
- Kiedy
- 19-21 czerwca 2026
W Hamburgu spałam w hostelu, w którym byłam najstarsza w pokoju, ale nie w całym budynku. Kiedy hostel po trzydziestce to dobry wybór, kiedy nie, i jak się do niego przygotować, żeby się wyspać.
Dobre podróże
zawsze się opłacają

Recepcjonista w hostelu w Hamburgu, chłopak z kolczykiem w brwi, spojrzał na rezerwację, potem na mnie i zapytał, czy wolę dolne łóżko. Nie zdążyłam odpowiedzieć, a on już zmieniał przydział w komputerze. Nie wiem, czy to był odruch dobrej obsługi, czy coś w mojej twarzy powiedziało mu, że wspinaczka po drabince o pierwszej w nocy nie jest moim marzeniem. Podziękowałam w każdym razie bardzo serdecznie.
Mam trzydzieści cztery lata i dalej śpię w hostelach. Nie zawsze, ale często. Coraz częściej słyszę od znajomych pytanie, czy mi to jeszcze nie przeszło. Spróbuję odpowiedzieć uczciwie.
Kto dziś śpi w hostelach
Kiedy pierwszy raz spałam w hostelu, na studiach, w pokoju było ośmioro dwudziestolatków i jeden plecak, który pachniał tak, że do dziś go pamiętam. Dziś to wygląda inaczej. W hamburskim hostelu w kuchni rano spotkałam parę emerytów z Holandii jadących rowerami wzdłuż wybrzeża, dwie siostry po czterdziestce na wspólnym weekendzie, ojca z nastoletnim synem i kilku ludzi, którzy pracowali na laptopach przy stole. Studentów też było sporo, ale nie byli większością.
Hostele się zmieniły. Wiele z nich ma pokoje prywatne z łazienką, sale tylko dla kobiet, małe sale czteroosobowe zamiast wielkich, szafki na klucz albo kartę, gniazdka i lampki przy każdym łóżku, zasłonki przy łóżkach piętrowych. Niektóre wyglądają lepiej niż przeciętny hotel trzygwiazdkowy.
Uwaga na jedną rzecz: część hosteli ma limit wieku, na przykład dla osób do 35 albo 40 lat. Zwykle jest to napisane w regulaminie na stronie. Sprawdzam to zawsze, zanim zarezerwuję, bo nie chcę się przekonać przy recepcji.
Jaki pokój wybieram
To zależy od wyjazdu i od miasta.
- Sala dla kobiet, cztery do sześciu łóżek, kiedy jadę sama, na krótko, do drogiego miasta. Najtańsza opcja, a w małych salach jest zwykle spokojnie.
- Prywatny pokój w hostelu, z łazienką na korytarzu albo w pokoju, kiedy chcę się wyspać, ale nie chcę płacić hotelowych cen. Masz wtedy własne drzwi, a kuchnię i wspólną salę dalej w cenie.
- Duża sala koedukacyjna, nigdy. Raz spróbowałam i spałam może trzy godziny.
W Hamburgu pierwszą noc spędziłam w sali dla kobiet na cztery łóżka, drugą w prywatnym pokoju, bo w sobotę zwolnił się jeden po tańszej cenie, niż pokazywała strona. Mogłam porównać obie wersje w tym samym budynku.
Jak się wyspać we wspólnej sali
To pytanie słyszę najczęściej i od niego zależy, czy hostel ma sens.
- Zatyczki do uszu i opaska na oczy. Bez nich nawet nie zaczynam. Ktoś zawsze wraca o drugiej i zawsze ktoś wstaje o szóstej na pociąg.
- Dolne łóżko. Łatwiej się położyć, łatwiej wstać w nocy i nie trzęsie się, kiedy ktoś się przewraca. Proszę o nie przy rezerwacji albo przy zameldowaniu.
- Kłódka do szafki. Niektóre hostele dają szafki z zamkiem na kartę, ale wiele wymaga własnej kłódki. Mam małą w kosmetyczce na stałe.
- Rzeczy na noc przygotowane wcześniej. Piżama, kosmetyczka i ładowarka leżą przy łóżku, zanim pójdę wieczorem w miasto. Nie grzebię potem po ciemku w plecaku.
- Telefon na noc na cicho, a budzik na wibracjach pod poduszką. Tego oczekuję od innych i sama tak robię.
Pierwsza noc w sali dla kobiet była spokojna. Jedna dziewczyna wróciła późno, ale weszła na palcach, przy świetle telefonu skierowanym w podłogę. Druga noc w prywatnym pokoju była cichsza, ale nie spałam w niej lepiej. Różnicę poczułam w portfelu, nie w głowie.

Za co lubię hostele
Za kuchnię. Śniadanie i kolacja ze sklepu, zrobione w hostelowej kuchni, w drogim mieście oszczędzają mi kilkadziesiąt złotych dziennie. W Hamburgu, gdzie obiad w restauracji kosztuje mniej więcej tyle co nocleg w sali, to robi dużą różnicę.
Za wspólną salę. Nie szukam tam znajomych na siłę, ale lubię usiąść wieczorem z herbatą i posłuchać, skąd kto przyjechał i co polecał. To od pary rowerzystów z Holandii dowiedziałam się, że w niedzielę o świcie nad Łabą jest targ rybny, i właśnie tam poszłam przed pociągiem.
Za lokalizację. Hostele są zwykle w centrum albo blisko dworca, bo ich goście nie przyjeżdżają autem.
Kiedy hostel nie ma sensu
Kiedy jadę z koleżanką i możemy podzielić koszt pokoju. Wtedy pokój w pensjonacie albo mieszkanie wychodzą podobnie, a jest wygodniej. Kiedy muszę pracować wieczorem i potrzebuję ciszy przy biurku. Kiedy jestem chora albo bardzo zmęczona. I kiedy jadę na festiwal albo wielki koncert, bo wtedy hostele w okolicy są pełne ludzi wracających o czwartej rano.
O tym, na co patrzeć przy każdym noclegu w centrum, pisałam przy nocy nad barem w Poznaniu, a w Gdańsku za mniej niż 500 zł sala dla kobiet w hostelu była jedynym sposobem, żeby zmieścić się w budżecie.
A Hamburg?
Hamburg w czerwcu był wietrzny i jasny do późna. Chodziłam po dzielnicy ceglanych magazynów portowych stojących na palach nad kanałami, przeszłam starym tunelem pod Łabą na drugą stronę rzeki, żeby zobaczyć port od strony dźwigów, i pływałam promami, które działają jak zwykła komunikacja miejska. Z pokładu widać port, nową salę koncertową na dawnym magazynie ze szklanym dachem w kształcie fali i statki kontenerowe, przy których prom wygląda jak zabawka. Za bilet zapłaciłam tyle, co za tramwaj.
Ile wyszło
Szczecin → Hamburg · 19-21 czerwca 2026
- Pociągi Szczecin - Hamburg i z powrotem, z przesiadką w Berlinie220-320 zł
- Hostel: noc w sali dla kobiet i noc w prywatnym pokoju260-340 zł
- Jedzenie, głównie z hostelowej kuchni, i bułka z rybą na targu140-180 zł
- Komunikacja miejska i promy40-60 zł
Razem660-900 zł
Hostel po trzydziestce ma sens, przynajmniej dla mnie. Następnym razem od razu wezmę dwie noce w sali i zostawię różnicę na jeszcze jedną bułkę z rybą.